wtorek, 30 kwietnia 2013

Duma!

 Ahhh! Mój mistrz!


Z łapą było wszystko w porządku także zdecydowałam się na zawody treningowe. W sumie to jechałam tam z myślą, że nie wiem po co jadę, przecież on mi ucieknie, będzie się nakręcał, nie będzie pracował, przecież nigdy nie byliśmy na zawodach, jeszcze zaraz obok drugi ring i inny biegnący pies, do tego towarzyszka podróży z cieczką. Masakra.
 Wystartowałam w tuneliadzie i biegu charytatywnym. 


Pokazaliśmy pięknie jak się zdisować po drugiej przeszkodzie, jak nie ogarnąć startu i jak nie biegać z psem który ostatni trening na hopce i tunelu miał miesiąc wcześniej, w życiu nie robił całego toru oraz nawet dwóch tuneli po prostej. 


Mimo to, schodziłam z ringu z bananem na twarzy i nie opuszczał mnie on cały dzień. Kocham tego psa! Wiedziałam, że będzie ciężko z nim pobiec bo w sumie nie ćwiczymy agility często. Ale on chciał pracować ze mną, nie zwracał na nic innego uwagi, po ostatniej przeszkodzie czekał na mnie, wziął nagrodę, bajka po prostu.

I O TO CHODZI W ZAWODACH, żeby cieszyć się nawet z najdrobniejszych sukcesów. ;)


Do tego mogłam go puścić kolo ringu bez smyczy i robiliśmy sobie tam jakieś sztuczki. Na treningach nakręca się na biegające psy, a tutaj? Jakby nie istniały. Suka z cieczką? Tak samo. Powącha czasem, ale odwołuje się i nie rusza (całą drogę do Warszawy przesiedział z nią w bagażniku :D)



Jedyne co mnie lekko zdenerwowało, może zasmuciło, to jego mała sprzeczka z tollerem. Ale to nic szczególnego. ;)





W weekend jedziemy na pokazy na wystawie w Łodzi. Mam nadzieję, że nie pochwaliłam go za wcześnie i jeszcze lepiej się tam spisze. 
Zaczęliśmy też frisbee, wszystko na +. Jest coraz fajniejszy. ;)


1 komentarz:

  1. Jako że też się wybieramy na wystawę w Łodzi, jest szansa że zobaczę Jake'a na żywo, fajnie ;) Powodzenia na zawodach ;)

    OdpowiedzUsuń