sobota, 9 marca 2013

Kici kici.


Zdjęć z obozu jeszcze nie mam, doszłam do wniosku, że Dżejka chwalić nie można, ani na blogu, ani pisząc z kimś, ani rozmawiając, bo zaraz robi dokładnie odwrotnie. ;P
To może dzisiaj napiszę o moim poprzednim zajęciu. Nadal dostaję dużo wiadomości i komentarzy "jak ją tego nauczyłaś?", chodzi oczywiście o Niunię. 




Więc tak. Ona była specyficzną kotką. Zawsze mieliśmy ich dużo, ale nie miałam takiej wcześniej. Bardzo się ze mną zżyła, jak wracałam ze szkoły przybiegała do drzwi miauczała, spała ze mną. Jak wychodziłam na dwór, zawsze szła za mną. Bardzo mi ufała. Nie musiałam jakoś starać się o dobre relacje z nią. 
I tak we wrześniu 2010 (miała około pół roku), siedziała przede mną i zaczęła machać łapką. Podłożyłam rękę, to była nasza pierwsza sztuczka. 


Później slalom. Najpierw naprowadzanie, potem samo przestawianie nóg. Kolejno siad, leż, kółeczka. To była sama przyjemność. Nigdy nie zmuszałam jej do żadnych ćwiczeń. Jeśli widziałam, że jej się nudzi, dostawała ostatnią nagrodę i koniec. Czasem nie robiłam z nią nic przez miesiąc, czasem codziennie ograniała coś nowego. Nie miałam schematów. Uczyłam ją jak psa, nie używałam klikera, nie był potrzebny.   Oczywiście ciężko było z kształtowaniem, także większość naprowadzania. Musiałam bardzo dobrze jej pokazać o co mi chodzi. Często zostawiałam coś na długi czas, wracałam do tego i miałam sztuczkę. Czasem mam wrażenie, że z nią pracowało mi się lepiej, może łatwiej, niż teraz z Dżejkiem. ;P 
Dostaję dużo wiadomości "ja chce coś robić z kotem, ale on nie chce, kładzie się, drapie etc". Ja nie popieram zmuszania do czegoś zwierzęcia, zwłaszcza kota. To są indywidualiści. Raz na jakiś czas zdarzy się taki jak Niunia, Kaiser, ale to pojedyncze przypadki. Można spróbować, nie uda się - trudno. 



Niunia umarła. Złe zszycie po usunięciu martwej ciąży. Zbyt wczesne zdjęcie szwów. Wszystko się rozerwało. 
Ja dalej mam koty. Nawet całkiem sporą gromadkę. Ale nie ma żadnego, z którym mogłabym robić to co z nią. Żaden nie ma takie charakteru, nie ma tego czegoś. Owszem, próbowałam, ale zawsze kończy się na siad, piątka. To tyle. Ja nie jestem w stanie pokazać, a one nie są w stanie tego ogarnąć. Także nie każdy kot się do tego nadaje. Na siłę nie opłaca się nic zmieniać. Niunia miała z tego zabawę. Zawsze pomrukiwała przy wskakiwaniu na ręce. Jak nie wiedziała o co mi chodzi, miauczała i przytulała się. Była niezwykła...


7 komentarzy:

  1. Oglądałam twoje filmiki z kocimi sztuczkami na twoim kanale. Byłam pod wrażeniem. Co prawda nie mam doświadczenia z kotami (ostatni kot w moim domu był jak miałam 3-4 lata), ale wiem, że raczej nie prosto jest kota czegoś nauczyć.
    Biedna Niunia [*].

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakiś czas temu właśnie oglądałam twoje filmiki z trickami Niuni[*]. To była bardzo zdolna kotka. Ja w swoim życiu miałam dwa koty.
    Trzymamy kciuki,aby z Dżejk zmienił swoje nastawienie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Co tu napisać, po takim poście... Niektórych wzruszają piosenki z The Voice Of Poland, a innych więź ze zwierzakiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyjątkowy kot...
    Współczuję Ci, że jej już nie ma [*]

    OdpowiedzUsuń
  5. Zachwycałam się Niunią i też chciałam coś porobić z kotem, ale on należał do tych które mają własne zdanie na każdy temat ;) Szkoda takiej cudownej kotki :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja rodzina od strony mamy zawsze miała jakieś koty. Ale wtedy uczenie czegoś kota, było nie do pomyślenia. Ja marzyłam o własnym kociaku od wizyty u naszych znajomych. Do dziś w ich mieszkaniu są dwa devon rexy. Niestety boją się obcych, szczególnie starsza kotka Joszka, bo Lalunia to jeszcze nie unika aż tak kontaktu. Pewnego dnia wybrałam się wraz z rodziną w odwiedziny. Czytałam komiks, aż nagle poczułam że coś wspina mi się po nodze. To była Joszka. Kotka której prawie nigdy nie było widać. Położyła mi się na kolanach, zaraz potem dołączyła Lalunia. Co to było za zdziwienie ;0 Oczywiście nie myśl że po czymś od razu pokochałam koty. Zostałam wolontariuszką w kocim azylu koło Warszawy. Jeździłam tam przez trzy lata, niestety od ostatnich wakacji sie tam nie pojawiłam. Szkoła, czas... Nie umiałabym tam teraz jak gdyby nigdy nic wrócić. Jednak te trzy lata na mnie wpłynęły, koty stały się moją pasją. Dzięki tym zwierzakom otworzyłam się na ludzi! Dotychczas kryłam się po kątach, otwierałam tylko w znanym towarzystwie. Tam sama podchodziłam do obcych, zagadywałam, sprawdzałam czy zasługują na opiekę nad takim wspaniałym zwierzęciem jakim jest kot... Bardzo chciałam mieć kota. Mama jednak wymyśliła mi ''sprawdzian odpowiedzialności''. Za robienie prania, rozkładanie zmywarki, świetne oceny dostawałam punkty. Musiałam ich uzbierac 6000. Dużo? No, biorąc pod uwagę że za zmywarkę było 10, chyba dużo... Ale udało mi się! Dzień po tym, mój starszy brat poszedł z mamą do alergologa. Test wykazał jasno. Jasiek jest uczulony. Na koty. Póki co to najgorszy dzien w moim życiu. Po kilku miesiącach zbierania punktów, zbierania doswiadczenia... wszystko runęło. Wspaniały kot norweski leśny albo zwykły, ale równie uroczy dachowiec ze schroniska stało się tylko fikcją. Teraz czekam na dorosłość. Że jak wrócę do swojego domu, w progu przywita mnie kot :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy nie można jakoś obserwowac twojego bloga?

      Usuń